Do kin zawitał „Thor: Miłość i grom”, dlatego postanowiłem podzielić się moim rankingiem filmów czwartej fazy MCU. Zapraszam do czytania. I uwaga na spoilery!

6. „Eternals”
To nie tylko dla mnie najsłabszy do tej pory film czwartej fazy, ale również MCU ogółem. Na plus – bardzo dobra obsada, ciekawe postacie, fajne wątki w przeszłości i strona wizualna (tu muszę przyznać, że to jedna z najlepiej wyglądających produkcji MCU), na minus – film jest przeraźliwie nudny i nieangażujący, fabuła jest pełna dziwnych momentów, po których po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że jeszcze chwila i MCU może przestać „się kleić”.

5. „Thor: Miłość i grom”
Największe rozczarowanie ostatnich lat. „Ragnarok” to mój ulubiony film całego MCU, a oglądając „Miłość i grom” odnosiłem wrażenie, że film wygląda, jakby nie był skończony. Żarty w znacznej części powodowały u mnie zażenowanie, fabuła wydawała się być tylko tłem, a wizualnie też bardzo słabo (chociaż podobała mi się czarno-biała sekwencja). „Ragnarok” był nowym otwarciem dla Thora, „Miłość i grom” to krok w tył – to przykre, że na cztery solowe filmy tak naprawdę udany jest tylko jeden.

4. „Czarna wdowa”
Film spóźniony o kilka lat, ale mi się podobał. Typowy akcyjniak z prostą, ale fajną fabułą, świetne postaci, zarówno Natasza, jak i nowe (Yelena!). Wizualnie bardzo nierówno, ale nie powiem, żebym był zaskoczony, bo to nie pierwszy film MCU, który wygląda, jakby nie skończyli efektów specjalnych. Wielka szkoda, że to pierwszy i ostatni solowy film o Czarnej Wdowie. Scarlett Johansson zasługiwała na swoją trylogię.

3. „Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni”
Świetne wprowadzenie nowego bohatera do MCU. Kupili mnie fajną fabułą, ciekawymi bohaterami i humorem. Znalazłby się jeszcze wyżej, gdyby nie rozczarowujący finałowy akt – miałem wrażenie, że film zszedł wtedy o przynajmniej poziom w dół, stał się bardzo przewidywalny i mniej angażujący. Mimo to „Shang-Chi” to wielki pozytyw czwartej fazy i bardzo czekam na kolejną część.

2. „Doktor Strange w multiwersum obłędu”
Spodziewałem się większej „jazdy bez trzymanki”, ale podobało mi się to, co zobaczyłem. Drugą część „Doktora Strange’a” oglądało się w kinie świetnie, fabuła jest fajna (chociaż przydałoby się trochę więcej tytułowego obłędu), efekty wizualne również (oprócz, jak wiadomo, kilku zgrzytów). Jako fan Wandy jestem zachwycony, jak dzięki horrorowym wstawkom świetnie wypadała ta postać. A ulubiony moment całego filmu to zdecydowanie bitwa na nutki!

1. „Spider-Man: Bez drogi do domu”
Uwielbiam ten film. Po czasie, gdy myślę o fabule, dostrzegam głupoty i brak logiki, ale wtedy – na sali kinowej – było to piękne doświadczenie. Jako fan „Niesamowitego Spider-Mana” cieszę się, że Andrew Garfield w końcu został doceniony, bo jego Spider-Man od zawsze był moim ulubionym. Jestem również pozytywnie nastawiony do czwartej części – Spider-Man Hollanda dostał nowe otwarcie, więc liczę, że tym razem pójdą w bardziej klasyczną, komiksową historię.
Źródło zdj. głównego: Disney











