Poprzednie dwa filmy w reżyserii Jordana Peele’a bardzo przypadły mi do gustu – zwłaszcza „To my”, który jest jednym z moich ulubionych filmów 2019 roku. Przed seansem „Nie!” celowo ominąłem wszystkie zwiastuny i opisy fabuły, by z czystymi myślami zasiąść w kinowym fotelu i dać się zaskoczyć. Po „Nie!” spodziewałem się więc bardzo dużo – oczekiwałem kolejnej ciekawej produkcji trzymającej w napięciu, z oryginalnym konceptem, zaskakującym zakończeniem i świetnymi rolami aktorskimi. Część z tych rzeczy dostałem, część niestety nie.
Koncept fabularny trafił w moje klimaty w stu procentach. Od dawna czekałem na produkcję nawiązującą do UFO, więc gdy tylko pojawiły się w filmie pierwsze wskazówki, pomyślałem sobie: jestem w domu.

Zanim jednak zaczyna się prawdziwa akcja, trochę wieje nudą. Wprowadzenie było dla mnie za długie – przyznam, że w pewnym momencie poczułem spore znużenie i zacząłem mieć wątpliwości czy seans ten zaliczę do udanych. Wynagradza to jednak ujawnienie głównego motywu produkcji, który został przedstawiony w naprawdę genialny sposób. Skrywający się w obłokach wróg, przeskakujący z chmury do chmury, wywoływał u mnie ciarki na skórze.
Niestety – nie mija zbyt dużo czasu, gdy fabuła ponownie zaczyna przynudzać. Do samego końca film nie oferuje nic nowego, przez co finałowa walka jest średnio angażująca, a na napisy końcowe wyczekiwałem z utęsknieniem. Dwa poprzednie filmy Peele’a zostały mi w głowie na długo – po „Nie!” mam tylko obojętność. To po prostu niezła historia, ale mało angażująca i pozostawiająca spory niedosyt.
Film Jordana Peele’a równa się mocna obsada. Świetny jest zarówno Daniel Kaluuya jako Otis Junior – bohater zdecydowanie wolący towarzystwo koni niż ludzi, jak również Keke Palmer jako Emerald, siostra Otisa, która jest jego kompletnym przeciwieństwem. To właśnie Keke Palmer najbardziej przykuła moją uwagę. „Nie!” jest pierwszym film z jej udziałem, który miałem przyjemność oglądać i uważam, że aktorka ma przed sobą świetną karierę.

Historia wymagała większego budżetu i to widać na ekranie. Technicznie film prezentuje się świetnie, co dla mnie jest zawsze jednym z najważniejszych aspektów każdej produkcji. Nieważne jak świetna może być fabuła, gdy strona techniczna nie spełnia oczekiwań, film traci w moich oczach. „Nie!” to przepiękne pustynne kadry, ciekawe ujęcia i efekty specjalne na najwyższym poziomie. Oryginalny wygląd wroga głównych bohaterów również na duży plus.
„Nie!” oglądało się nieźle, ale było sporo momentów, które mocno nużyły, zwłaszcza początek, który rozwijał się zbyt powolnie, i zakończenie, które nie angażowało tak, jak w poprzednich filmach Peele’a. Czy „Nie!” to najgorszy film w dorobku reżysera? Niestety tak. Czy jest to film, który bez wahania poleciłbym innym? Odpowiedź nasuwa się sama – nie!
Ocena: 6/10
Źródło zdj. głównego: Universal / UIP











