Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a – recenzja

23/04/2022

Powiedzmy to od razu. Nie poznacie dzięki tej części wielu tajemnic Dumbledore’a i nie ujrzycie również wielu fantastycznych zwierząt. Nie doświadczycie porywającej fabuły i nie zadrżycie o losy swoich ulubionych bohaterów. Zamiast tego dostaniecie film, którego twórcy najwyraźniej oberwali potężnym zaklęciem zapomnienia – w efekcie zapomnieli jak się tworzy dobre filmy.

Musiały minąć ponad trzy lata, aby do kin zawitała kolejna część „Fantastycznych zwierząt”. Serii, której rację bytu kwestionowano już od samego początku, gdy tylko ogłoszono realizację filmu. Książka, na której „opiera” się fabuła to bowiem opis kilkudziesięciu magicznych istot i… to by było na tyle. Pomysł był dość kontrowersyjny, ale za napisanie scenariusza wzięła się sama J.K. Rowling, więc odetchnąłem z ulgą (tak, naprawdę myślałem, że kto jak kto, ale Rowling dostarczy pod względem fabularnym, głupi byłem). I choć pierwsza część była miłym powrotem do świata Pottera, było dużo fantastycznych zwierząt, a główny bohater, choć lekko irytujący, nawet dawał się polubić, tak pomysł na rozwinięcie serii okazał się strzałem w stopę. Przyglądając się plakatom każdej części, można zauważyć ciekawą tendencję, w której tytuł „Fantastyczne zwierzęta” z części na część robi się coraz mniejszy – i ma to odzwierciedlenie w filmach. Magiczne istoty obecne w trójce można policzyć na palcach jednej ręki, za to na nietrafione pomysły na rozwinięcie serii zabraknie nam rąk.

zdj. Warner Bros.

Tym razem Newt Scamander wraz z drużyną stawiają czoła potężnemu czarnoksiężnikowi Grindelwaldowi, który chce, rzecz jasna, przejąć władzę nad światem. Oprócz Rowling, do napisania scenariusza zwerbowano Steve’a Klovesa, który odpowiada za scenariusze do siedmiu części „Harry’ego Pottera”. Szkód wyrządzonych przez dwójkę nie udało się jednak naprawić – fabuła wciąż cierpi przez nudne, niepotrzebne wątki i zbyt dużą liczbę bohaterów (o zgrozo, dodano nawet nowych). Twórcy dwoją się i troją, by stawka była wysoka, ale nie są w stanie sprawić, byśmy to poczuli. Sprawili za to, że zamiast wyczekiwać wielkiego finału, wyczekujemy napisów końcowych.

Głównym problemem serii jest to, że od początku nie było na nią pomysłu. Do historii o Scamanderze i jego magicznych zwierzakach twórcy wcisnęli konflikt Dumbledore’a z Grindelwaldem, w efekcie czego fantastyczne zwierzęta wpychane są do fabuły na siłę, aby uzasadnić tytuł serii. O ironio, najlepsze momenty filmu to te, w których pojawiają się zwierzaki (prolog, scena w magicznym więzieniu). Podnoszenie stawki z filmu na filmu okazało się nietrafione – mała skala pierwszej części jest jednocześnie jej mocną stroną, a przecież nie w każdej historii świat musi drżeć przed potężnym czarnoksiężnikiem. Czy to nie mogła być miła seria o przygodach Newta i jego zwierzaków?

Najmocniejszą stroną filmu jest oczywiście obsada. Newt Scamander w wykonaniu Eddiego Redmayne’a to wciąż urzekający, nietypowy główny bohater, Jude Law wygląda, jakby był stworzony do grania młodego Dumbledore’a, a Mads Mikkelsen przedstawia ciekawszą wersję Grindelwalda niż Depp. Fabuła jednak sprawia, że ich losy są dla mnie zupełnie obojętne. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że otrzymam film o młodym Dumbledorze i jego konflicie z Grindelwaldem, zacierałybym ręce. Po finalnym produkcie pozostaje tylko rozczarowanie.

Czy ujrzymy czwartą część? Nie wiem. Wiem jednak, że po ranie zadanej tej serii przez „Zbrodnie Grindelwalda” została wyraźna blizna, której „Tajemnice Dumbledore’a” nie były w stanie zasłonić. Może to czas na ostateczne Avada Kedavra?

Ocena: 5/10

Źródło zdj. głównego: Warner Bros.

Podobał Ci się artykuł i chciałbyś wesprzeć finansowo Box Office Raport? Możesz postawić kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TAGI:

NEWSY FILMOWE

Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a – recenzja

23/04/2022

Powiedzmy to od razu. Nie poznacie dzięki tej części wielu tajemnic Dumbledore’a i nie ujrzycie również wielu fantastycznych zwierząt. Nie doświadczycie porywającej fabuły i nie zadrżycie o losy swoich ulubionych bohaterów. Zamiast tego dostaniecie film, którego twórcy najwyraźniej oberwali potężnym zaklęciem zapomnienia – w efekcie zapomnieli jak się tworzy dobre filmy.

Musiały minąć ponad trzy lata, aby do kin zawitała kolejna część „Fantastycznych zwierząt”. Serii, której rację bytu kwestionowano już od samego początku, gdy tylko ogłoszono realizację filmu. Książka, na której „opiera” się fabuła to bowiem opis kilkudziesięciu magicznych istot i… to by było na tyle. Pomysł był dość kontrowersyjny, ale za napisanie scenariusza wzięła się sama J.K. Rowling, więc odetchnąłem z ulgą (tak, naprawdę myślałem, że kto jak kto, ale Rowling dostarczy pod względem fabularnym, głupi byłem). I choć pierwsza część była miłym powrotem do świata Pottera, było dużo fantastycznych zwierząt, a główny bohater, choć lekko irytujący, nawet dawał się polubić, tak pomysł na rozwinięcie serii okazał się strzałem w stopę. Przyglądając się plakatom każdej części, można zauważyć ciekawą tendencję, w której tytuł „Fantastyczne zwierzęta” z części na część robi się coraz mniejszy – i ma to odzwierciedlenie w filmach. Magiczne istoty obecne w trójce można policzyć na palcach jednej ręki, za to na nietrafione pomysły na rozwinięcie serii zabraknie nam rąk.

zdj. Warner Bros.

Tym razem Newt Scamander wraz z drużyną stawiają czoła potężnemu czarnoksiężnikowi Grindelwaldowi, który chce, rzecz jasna, przejąć władzę nad światem. Oprócz Rowling, do napisania scenariusza zwerbowano Steve’a Klovesa, który odpowiada za scenariusze do siedmiu części „Harry’ego Pottera”. Szkód wyrządzonych przez dwójkę nie udało się jednak naprawić – fabuła wciąż cierpi przez nudne, niepotrzebne wątki i zbyt dużą liczbę bohaterów (o zgrozo, dodano nawet nowych). Twórcy dwoją się i troją, by stawka była wysoka, ale nie są w stanie sprawić, byśmy to poczuli. Sprawili za to, że zamiast wyczekiwać wielkiego finału, wyczekujemy napisów końcowych.

Głównym problemem serii jest to, że od początku nie było na nią pomysłu. Do historii o Scamanderze i jego magicznych zwierzakach twórcy wcisnęli konflikt Dumbledore’a z Grindelwaldem, w efekcie czego fantastyczne zwierzęta wpychane są do fabuły na siłę, aby uzasadnić tytuł serii. O ironio, najlepsze momenty filmu to te, w których pojawiają się zwierzaki (prolog, scena w magicznym więzieniu). Podnoszenie stawki z filmu na filmu okazało się nietrafione – mała skala pierwszej części jest jednocześnie jej mocną stroną, a przecież nie w każdej historii świat musi drżeć przed potężnym czarnoksiężnikiem. Czy to nie mogła być miła seria o przygodach Newta i jego zwierzaków?

Najmocniejszą stroną filmu jest oczywiście obsada. Newt Scamander w wykonaniu Eddiego Redmayne’a to wciąż urzekający, nietypowy główny bohater, Jude Law wygląda, jakby był stworzony do grania młodego Dumbledore’a, a Mads Mikkelsen przedstawia ciekawszą wersję Grindelwalda niż Depp. Fabuła jednak sprawia, że ich losy są dla mnie zupełnie obojętne. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że otrzymam film o młodym Dumbledorze i jego konflicie z Grindelwaldem, zacierałybym ręce. Po finalnym produkcie pozostaje tylko rozczarowanie.

Czy ujrzymy czwartą część? Nie wiem. Wiem jednak, że po ranie zadanej tej serii przez „Zbrodnie Grindelwalda” została wyraźna blizna, której „Tajemnice Dumbledore’a” nie były w stanie zasłonić. Może to czas na ostateczne Avada Kedavra?

Ocena: 5/10

Źródło zdj. głównego: Warner Bros.

Podobał Ci się artykuł i chciałbyś wesprzeć finansowo Box Office Raport? Możesz postawić kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TAGI:

NAJNOWSZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *