Gdzie śpiewają raki – recenzja

19/08/2022

Czekając w kinie na seans „Jurassic World: Dominion”, pokazano zwiastun „Gdzie śpiewają raki” i był to pierwszy raz, kiedy w ogóle usłyszałem o tym filmie. Od razu urzekły mnie piękne widoki, fajnie zarysowana fabuła, a także – przyznaję się bez bicia – niezwykle hipnotyzująca piosenka Taylor Swift. Film trafił do polskich kin z lekkim opóźnieniem, więc przed wybraniem się do kina wiedziałem jaki jest odbiór filmu. Starałem się, by negatywne oceny krytyków nie wpłynęły na mój osąd i chyba mi się udało, bo „Gdzie śpiewają raki” to naprawdę fajny film.

zdj. Sony / UIP

Produkcja opowiada historię Dziewczyny z Bagien imieniem Kya, która niemal przez całe swoje dzieciństwo mieszkała samotnie w domu przy bagnach. Przez ojca alkoholika, który stosował przemoc wobec swojej rodziny, matka Kyi ucieka z domu, a potem to samo robi starsze rodzeństwo dziewczynki. Ostatecznie dom opuszcza również ojciec, a Kya zostaje zupełnie sama. Historia dziewczynki, dorastanie na bagnach i pierwsze miłosne uniesienia sprawnie przeplatą się z wątkiem kryminalnym filmu. Dorosła Kya zostaje bowiem oskarżona o morderstwo mężczyzny, a że miejscowi nigdy za nią nie przepadali, wszyscy są przekonani o jej winie.

Muszę przyznać, że ostateczne ujawnienie mordercy mnie zaskoczyło. Nigdy nie czytałem książki, na której podstawie powstał film, ale słyszałem, że morderca zostaje ujawniony dopiero na przedostatniej stronie powieści. W filmie jest tak samo – pozostawienie tej informacji do niemal ostatniej sceny, to naprawdę fajny zabieg, który sprawia, że film zostaje w pamięci na trochę dłużej.

zdj. Sony / UIP

Jednym z największych plusów „Gdzie śpiewają raki” to wspaniały klimat, który udało się twórcom ukazać na ekranie. Piękne widoki rozległych mokradeł i bagien, lasów i łąk czarują na ekranie i nie pozwalają oderwać wzroku. Świetnie spisała się również Daisy Edgar-Jones, wcielająca się w główną bohaterkę. Aktorka bardzo dobrze odegrała nieśmiałą, stroniącą od towarzystwa ludzi Kyę. Drugoplanowa obsada jest tylko dobra i nie wyróżnia się niczym specjalnym. Miło na ekranie ogląda się Taylora Johna Smitha, który wciela się w Tate’a, miłość głównej bohaterki. Od razu zyskujemy do niego sympatię, a taki był właśnie cel. Niezły jest też Harris Dickinson w roli Chase’a – od razu widać, że nie jest to ktoś, komu można zaufać, a pod przykrywą miłego gościa, kryje się zły człowiek.

Zawiodła mnie trochę muzyka. Oprócz świetnej instrumentalnej wersji piosenki „Carolina” od Taylor Swift, reszta była zwyczajnie średnia. Bardzo liczyłem na to, że cała piosenka, którą mocno promowano film, pojawi się w którymś momencie filmu. Niestety słyszymy ją dopiero na napisach końcowych. Wydaje mi się też, że nie do końca zadziałało również przedstawienie czasów, w których dzieje się fabuła. Wielokrotnie łapałem się na tym, że to przecież nie są czasy współczesne.

Motywem przewodnim filmu jest przetrwanie – główna bohatera już jako mała dziewczynka jest zmuszona wziąć sprawy w swoje ręce. Porzucona przez wszystkich, przetrwała na bagnach bez wsparcia, na własnych zasadach. „Gdzie śpiewają raki” to fajne połączenie romansu, kryminału i właśnie survivalu. Miłe zaskoczenie.

Ocena: 7/10

Źródło zdj. głównego: Sony / UIP

TAGI:

NEWSY FILMOWE

Gdzie śpiewają raki – recenzja

19/08/2022

Czekając w kinie na seans „Jurassic World: Dominion”, pokazano zwiastun „Gdzie śpiewają raki” i był to pierwszy raz, kiedy w ogóle usłyszałem o tym filmie. Od razu urzekły mnie piękne widoki, fajnie zarysowana fabuła, a także – przyznaję się bez bicia – niezwykle hipnotyzująca piosenka Taylor Swift. Film trafił do polskich kin z lekkim opóźnieniem, więc przed wybraniem się do kina wiedziałem jaki jest odbiór filmu. Starałem się, by negatywne oceny krytyków nie wpłynęły na mój osąd i chyba mi się udało, bo „Gdzie śpiewają raki” to naprawdę fajny film.

zdj. Sony / UIP

Produkcja opowiada historię Dziewczyny z Bagien imieniem Kya, która niemal przez całe swoje dzieciństwo mieszkała samotnie w domu przy bagnach. Przez ojca alkoholika, który stosował przemoc wobec swojej rodziny, matka Kyi ucieka z domu, a potem to samo robi starsze rodzeństwo dziewczynki. Ostatecznie dom opuszcza również ojciec, a Kya zostaje zupełnie sama. Historia dziewczynki, dorastanie na bagnach i pierwsze miłosne uniesienia sprawnie przeplatą się z wątkiem kryminalnym filmu. Dorosła Kya zostaje bowiem oskarżona o morderstwo mężczyzny, a że miejscowi nigdy za nią nie przepadali, wszyscy są przekonani o jej winie.

Muszę przyznać, że ostateczne ujawnienie mordercy mnie zaskoczyło. Nigdy nie czytałem książki, na której podstawie powstał film, ale słyszałem, że morderca zostaje ujawniony dopiero na przedostatniej stronie powieści. W filmie jest tak samo – pozostawienie tej informacji do niemal ostatniej sceny, to naprawdę fajny zabieg, który sprawia, że film zostaje w pamięci na trochę dłużej.

zdj. Sony / UIP

Jednym z największych plusów „Gdzie śpiewają raki” to wspaniały klimat, który udało się twórcom ukazać na ekranie. Piękne widoki rozległych mokradeł i bagien, lasów i łąk czarują na ekranie i nie pozwalają oderwać wzroku. Świetnie spisała się również Daisy Edgar-Jones, wcielająca się w główną bohaterkę. Aktorka bardzo dobrze odegrała nieśmiałą, stroniącą od towarzystwa ludzi Kyę. Drugoplanowa obsada jest tylko dobra i nie wyróżnia się niczym specjalnym. Miło na ekranie ogląda się Taylora Johna Smitha, który wciela się w Tate’a, miłość głównej bohaterki. Od razu zyskujemy do niego sympatię, a taki był właśnie cel. Niezły jest też Harris Dickinson w roli Chase’a – od razu widać, że nie jest to ktoś, komu można zaufać, a pod przykrywą miłego gościa, kryje się zły człowiek.

Zawiodła mnie trochę muzyka. Oprócz świetnej instrumentalnej wersji piosenki „Carolina” od Taylor Swift, reszta była zwyczajnie średnia. Bardzo liczyłem na to, że cała piosenka, którą mocno promowano film, pojawi się w którymś momencie filmu. Niestety słyszymy ją dopiero na napisach końcowych. Wydaje mi się też, że nie do końca zadziałało również przedstawienie czasów, w których dzieje się fabuła. Wielokrotnie łapałem się na tym, że to przecież nie są czasy współczesne.

Motywem przewodnim filmu jest przetrwanie – główna bohatera już jako mała dziewczynka jest zmuszona wziąć sprawy w swoje ręce. Porzucona przez wszystkich, przetrwała na bagnach bez wsparcia, na własnych zasadach. „Gdzie śpiewają raki” to fajne połączenie romansu, kryminału i właśnie survivalu. Miłe zaskoczenie.

Ocena: 7/10

Źródło zdj. głównego: Sony / UIP

TAGI:

NAJNOWSZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *