Uwaga na spojlery. Seria „Transformers” od zawsze skupiona była na dostarczeniu efektownej rozwałki, fabuła zaś schodziła na dalszy plan. „Przebudzenie bestii” jest lepsze od tragicznych „Wieku zagłady” i „Ostatniego rycerza”, ale to wciąż zupełnie nieangażująca, średnia produkcja. I potwierdzenie, że kolejna część „Transformers” to już zdecydowanie za dużo.
Tym razem historię umiejscowiono w 1994 roku. Główny bohater Noah Diaz to były szeregowiec amerykańskiej armii, który ma obecnie ciężki okres w życiu. Stara się znaleźć pracę, choć zszargana reputacja mu to utrudnia. Musi również pomóc młodszemu bratu, który potrzebuje pieniędzy na leczenie. Jest również młoda badaczka Elena Wallace, która odbywa staż w muzeum i nieświadomie uruchamia nadajnik uruchomiony w starożytnym artefakcie. Losy Noah i Eleny splatają się z Autobotami, a bohaterowie trafiają w sam środek walki między potężnymi maszynami.

Cóż, nie będę ukrywać, że nie jestem fanem „Transformersów”. O ile dwie pierwsze części oraz spin-off „Bumblebee” są nawet fajne, tak reszta skutecznie zabija zainteresowanie tą serią. „Przebudzenie bestii” niestety niczego w tej kwestii nie naprawia. Choć scenarzyści dwoją się i troją, by nadać filmowi jakiegoś emocjonalnego wydźwięku, wszystkie sceny wywołują tylko uśmiech politowania. Nowi bohaterowie są zupełnie obojętni, a sama rozwałka robotów przestała dostarczać rozrywki mniej więcej na poziomie trzeciej-czwartej części.
Sceny akcji są w porządku. Nie jest to nic odkrywczego, nie różnią się też niczym od poprzednich części. Poprawnie zrealizowane, na pewno lepsze niż większość ostatnich filmów spod marki MCU. W „Przebudzeniu bestii” mamy więc pojedynki robotów, trochę wybuchów, coś tam nagle pojawia się nad Ziemią, żeby ją zjeść. Nuda. I tak, wiem, „Transformers” ma być o walkach robotów, mają być wybuchy i tak dalej. Ale skoro to już nie bawi, może to znak, że pora tę serię zakończyć? Wyniki kasowe kilku ostatnich filmów jasno pokazują, że widzowie mają tego dosyć.

Naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie w jaką stronę twórcy musieliby pójść, by dać „Transformersom” drugie życie. Na pewno kolejna historia „uratujmy Ziemię przed zniszczeniem”, podana w nieco inny sposób i z nowymi bohaterami, to nie jest odpowiedni kierunek. „Przebudzenie bestii” to kolejny średniak, choć tym razem udało się jedno – da się to obejrzeć bez spoglądania na zegarek co pięć minut w nadziei, że seans dobiegnie końca.
Ocena: 5/10
Źródło zdj. głównego: Paramount











