Flash – recenzja

17/06/2023

Uwaga na spojlery. „Flash” to ponad dwie godziny kompletnych sprzeczności. Cóż, nie nastawiałem się na nic szczególnie dobrego, a marketingowe gadanie, że to „najlepszy komiksowy film w historii” od początku wydawało się grubymi nićmi szyte. Produkcja dostarcza niezłej rozrywki, czasami jest naprawdę fajnie, by po chwili wejść na wyżyny żenady.

O czym opowiada „Flash”? Barry używa swoich mocy, by podróżować w czasie. Postanawia więc ocalić swoją matkę przed śmiercią, lecz niesie to ze sobą, rzecz jasna, spore konsekwencje. Tytułowy bohater trafia do czasów, w których generał Zod atakuje Ziemię, jednak w wyniku zmian spowodowanych przez Flasha, superbohaterowie, prócz Batmana, nie istnieją.

zdj. Warner Bros.

To, co na przestrzeni tych dziesięciu lat stało się z DCEU, jest nie do pomyślenia. Ciężko uwierzyć, że mając tak ikoniczne postaci jak Batman, Superman, Flash, Aquaman i Wonder Woman, można było to tak koncertowo zepsuć. „Flash” niestety nie odstaje poziomem od poprzednich odsłon franczyzy. Może nie jest tak źle jak w „Legionie samobójców” czy „Wonder Woman 1984”, lecz mimo to jest to wciąż średni film, dobitnie przypominający w niektórych scenach czym DCEU mogło być, a jak to ostatecznie się skończyło.

Nigdy nie byłem fanem Ezry Millera (ani w roli Flasha, ani w innych), a jego maniera grania strasznie mnie irytuje. Tutaj jednak nie miałem wyboru – musiałem spędzić z nim ponad dwie godziny. Dopiero gdzieś mniej więcej w połowie oswoiłem się z jego grą aktorską, ale nie ukrywam, było ciężko. Zmarnowany jest kompletnie Keaton, który w roli Batmana nie wywołuje żadnych emocji. Zwłaszcza w końcowym akcie, gdzie Batman jest spartaczony po całości. Sasha Calle w roli Supergirl dostaje mało ekranowego czasu, a historia nie pozwala jej rozwinąć skrzydeł. Daleko mi od zachwytów, rola zupełnie obojętna.

Do momentu bitwy z Zodem film nawet się broni. Choć – jak już wspomniałem wcześniej – świetne sceny przeplatają się ze słabszymi, oglądało się to dobrze. Niestety bitwa z Zodem to kompletna porażka. Pomijając fakt, że była paskudnie zrealizowana, nie czuć tam było żadnej stawki. Późniejszy festiwal cameo wywołał śmiech na sali (na której zresztą nie było zbyt wielu osób) i naprawdę, nie mam nic przeciwko cameo, ale nie wiem czy dało się to zrealizować gorzej. Było to zupełnie niepotrzebne i wywoływało ciarki żenady.

zdj. Warner Bros.

Kiepsko jest też od strony technicznej. Tak, widziałem wypowiedzi reżysera, który tłumaczył, że plastikowość scen w spowolnieniu to celowy zabieg, ale jeśli tak, to cóż, zupełnie tego nie kupuję. Zwłaszcza podczas finałowego festiwalu cameosów, gdzie miałem wrażenie, że oglądam nieskończone, robione na kolanie efekty specjalne.

Najciekawszym aspektem „Flasha” jest historia Barry’ego i próba uratowania matki. Nie żadne Zody, cameosy i Batmany. Po prostu zwykła, prosta historia, gdzie choć na moment można było poczuć, że nie ogląda się produktu przemontowanego kilkanaście razy na etapie postprodukcji, gdzie za każdym razem doklejano kolejne i kolejne cameo.

Na tym etapie naprawdę uważam, że DC przydałaby się przerwa. Wydaje mi się, że tylko zagorzali fani orientują się w tym całym bałaganie, a gdy za moment zostanie wprowadzony kolejny Batman (a przecież mamy jeszcze Pattinsona), dla przeciętnego widza może to być za dużo. „Flash” jest niezbitym dowodem na przemęczenie marką. Kiedy multiwersum, dwóch Flashów, powrót Keatona w roli Batmana i Supergirl nie potrafią dostarczyć satysfakcjonującej rozrywki, to wiedz, że coś poszło nie tak.

Ocena: 5/10

Źródło zdj. głównego: Warner Bros.

TAGI:

NEWSY FILMOWE

Flash – recenzja

17/06/2023

Uwaga na spojlery. „Flash” to ponad dwie godziny kompletnych sprzeczności. Cóż, nie nastawiałem się na nic szczególnie dobrego, a marketingowe gadanie, że to „najlepszy komiksowy film w historii” od początku wydawało się grubymi nićmi szyte. Produkcja dostarcza niezłej rozrywki, czasami jest naprawdę fajnie, by po chwili wejść na wyżyny żenady.

O czym opowiada „Flash”? Barry używa swoich mocy, by podróżować w czasie. Postanawia więc ocalić swoją matkę przed śmiercią, lecz niesie to ze sobą, rzecz jasna, spore konsekwencje. Tytułowy bohater trafia do czasów, w których generał Zod atakuje Ziemię, jednak w wyniku zmian spowodowanych przez Flasha, superbohaterowie, prócz Batmana, nie istnieją.

zdj. Warner Bros.

To, co na przestrzeni tych dziesięciu lat stało się z DCEU, jest nie do pomyślenia. Ciężko uwierzyć, że mając tak ikoniczne postaci jak Batman, Superman, Flash, Aquaman i Wonder Woman, można było to tak koncertowo zepsuć. „Flash” niestety nie odstaje poziomem od poprzednich odsłon franczyzy. Może nie jest tak źle jak w „Legionie samobójców” czy „Wonder Woman 1984”, lecz mimo to jest to wciąż średni film, dobitnie przypominający w niektórych scenach czym DCEU mogło być, a jak to ostatecznie się skończyło.

Nigdy nie byłem fanem Ezry Millera (ani w roli Flasha, ani w innych), a jego maniera grania strasznie mnie irytuje. Tutaj jednak nie miałem wyboru – musiałem spędzić z nim ponad dwie godziny. Dopiero gdzieś mniej więcej w połowie oswoiłem się z jego grą aktorską, ale nie ukrywam, było ciężko. Zmarnowany jest kompletnie Keaton, który w roli Batmana nie wywołuje żadnych emocji. Zwłaszcza w końcowym akcie, gdzie Batman jest spartaczony po całości. Sasha Calle w roli Supergirl dostaje mało ekranowego czasu, a historia nie pozwala jej rozwinąć skrzydeł. Daleko mi od zachwytów, rola zupełnie obojętna.

Do momentu bitwy z Zodem film nawet się broni. Choć – jak już wspomniałem wcześniej – świetne sceny przeplatają się ze słabszymi, oglądało się to dobrze. Niestety bitwa z Zodem to kompletna porażka. Pomijając fakt, że była paskudnie zrealizowana, nie czuć tam było żadnej stawki. Późniejszy festiwal cameo wywołał śmiech na sali (na której zresztą nie było zbyt wielu osób) i naprawdę, nie mam nic przeciwko cameo, ale nie wiem czy dało się to zrealizować gorzej. Było to zupełnie niepotrzebne i wywoływało ciarki żenady.

zdj. Warner Bros.

Kiepsko jest też od strony technicznej. Tak, widziałem wypowiedzi reżysera, który tłumaczył, że plastikowość scen w spowolnieniu to celowy zabieg, ale jeśli tak, to cóż, zupełnie tego nie kupuję. Zwłaszcza podczas finałowego festiwalu cameosów, gdzie miałem wrażenie, że oglądam nieskończone, robione na kolanie efekty specjalne.

Najciekawszym aspektem „Flasha” jest historia Barry’ego i próba uratowania matki. Nie żadne Zody, cameosy i Batmany. Po prostu zwykła, prosta historia, gdzie choć na moment można było poczuć, że nie ogląda się produktu przemontowanego kilkanaście razy na etapie postprodukcji, gdzie za każdym razem doklejano kolejne i kolejne cameo.

Na tym etapie naprawdę uważam, że DC przydałaby się przerwa. Wydaje mi się, że tylko zagorzali fani orientują się w tym całym bałaganie, a gdy za moment zostanie wprowadzony kolejny Batman (a przecież mamy jeszcze Pattinsona), dla przeciętnego widza może to być za dużo. „Flash” jest niezbitym dowodem na przemęczenie marką. Kiedy multiwersum, dwóch Flashów, powrót Keatona w roli Batmana i Supergirl nie potrafią dostarczyć satysfakcjonującej rozrywki, to wiedz, że coś poszło nie tak.

Ocena: 5/10

Źródło zdj. głównego: Warner Bros.

TAGI:

NAJNOWSZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *