Po zeszłorocznym „Top Gunie” oczekiwania do kolejnego filmu z Tomem Cruisem wzrosły dwukrotnie. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem „Mission: Impossible”, choć widziałem każdą część i niektóre są naprawdę dobre. „Dead Reckoning Part One” to jednak film spełniający wszystkie pokładane w nim oczekiwania. To film lepszy, bardziej angażujący, trzymający widza w napięciu do samego końca. Totalna jazda bez trzymanki i jak na razie najlepszy blockbuster roku.
W „Dead Reckoning Part One” Ethan Hunt (Tom Cruise) i jego towarzysze muszą zmierzyć się z największym z dotychczasowych przeciwników – infiltrującą wszystko Sztuczną Inteligencją, która zagraża całemu światu. Jedynym sposobem, by ją kontrolować, są dwa zazębiające się klucze, a chętnych jest wielu, by je zdobyć.

Motyw Sztucznej Inteligencji jako głównego wroga tej części to świetny pomysł, idealnie wpasowujący się w obecną dyskusję na temat AI. Pościg za pasującymi do siebie kluczami jest natomiast, cóż, dość mocno oklepany. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu wielkiej przyjemności z oglądaniu tego widowiska. Gonitwa za kluczami jest na tyle sprawnie zrealizowana i angażująca, że szybko zapominamy jak oklepany jest to motyw.
Sceny akcji są zrealizowane po prostu fenomenalnie. Ciężko mi nawet przytoczyć, która była lepsza, bo każda wyróżnia się czymś specjalnym, angażuje i doprowadza widza na skraj kinowego fotela. To nie jest kolejny blockbuster zrobiony „na odwal”; widać, że twórcy starali się dostarczyć widowisko na poziomie i udało im się to. Dobrze wiedzieć, że wśród zalewających nas wysokobudżetowych średniaków zrealizowanych niczym na taśmie produkcyjnej, są jeszcze takie filmy jak „Mission: Impossible”, gdzie po prostu widać włożoną w niego pracę i serce.

Tom Cruise jak to Tom Cruise. To nie jest wybitny aktor, ale rola nie jest specjalnie wymagająca pod względem aktorskim, więc oglądało się go bardzo dobrze. Poza tym, nie można nie docenić jego popisów kaskaderskich, które są przecież największą wartością całej serii. Świetnie w serię wpisuje się również nowa bohaterka grana przez Hayley Atwell. Od razu daje się polubić, a do tego ma świetną chemię z samym Cruisem.
Nowa część „Mission: Impossible” wpisuje się w trend dzielenia historii na dwie części, które widzieliśmy już w tym roku w „Spider-Manie: Poprzez multiwersum” i „Szybkich i wściekłych 10”. Historia jest jednak tak poprowadzona, że można tę część uznać za zamkniętą całość. Nie ma się do czego przyczepić – to film kompletny, przywracający nadzieję w kino rozrywkowe, miejscami całkiem zabawny. Do tego polskie wstawki przywołujące uśmiech na twarzy. Oby więcej takich blockbusterów.
Ocena: 9/10
Źródło zdj. głównego: Paramount









