Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – recenzja

11/11/2022

Pierwsza część „Czarnej Pantery” była dla mnie tylko niezłym filmem. Do samej postaci przekonałem się bowiem dopiero po czasie, po obejrzeniu „Avengers: Wojna bez granic”, który to pokazał mi, że T’Challa ta jedna z najważniejszych postaci MCU. W związku ze śmiercią głównego aktora – Chadwicka Bosemana – nad drugą częścią pojawiły się czarne chmury. Stworzenie kontynuacji jednego z najpopularniejszych filmów MCU bez głównej postaci to spore wyzwanie. Czy udało się oddać hołd Chadwickowi, ale jednocześnie pokazać nowy początek dla Wakandy? Tak, choć niestety film ma również sporo problemów.

zdj. Disney / Marvel

Największe wrażenie robi początek produkcji. Wejście logo Marvel Studios i przejmująca cisza mu towarzysząca, to jedna z najlepszych sekwencji, jakie widziałem w MCU. Pierwsza połowa filmu jest naprawdę bardzo dobra – strata, jakiej doświadczyli bohaterowie, jest niemal namacalna i jestem w stanie uwierzyć w to, co widzę. Strata bowiem z pewnością nie jest udawana – cała obsada drugiej części musiała się przecież zmierzyć ze śmiercią Chadwicka, co zdecydowanie dodało emocji i wiarygodności postaciom Shuri i Ramondy. Błyszczy w szczególności Angela Bassett w roli Ramondy, która w idealnym świecie szykowałaby się na odebraniu kilku ważnych nagród.

Niestety coś siada w połowie seansu. Film zaczyna nużyć, a przedstawienie podwodnego królestwa Talocanu jest mało angażujące i po prostu słabe. Sam Namor, główny złoczyńca tej części, to kolejny czarny charakter w MCU, który jest źle napisany. W żadnym momencie nie czuć, że jest to postać, która może stwarzać zagrożenie dla Wakandy, mimo czynów, których się dopuścił. Wszystko to przekłada się na kiepską finałową bitwę, która cierpi na brak pomysłu, słabe CGI i niską stawkę.

zdj. Disney / Marvel

Słabe efekty specjalne to problem ostatnich produkcji MCU. Jest to dość zaskakujące, bo przecież doznanie wizualne to jedno z najważniejszych aspektów w każdym filmie. Choć jest zdecydowanie lepiej niż w „Thorze: Miłość i grom”, w „Czarnej Panterze 2” również są momenty, które kłują w oczy. W szczególności, gdy na ekranie pojawiają się znienacka wrogowie z Talocanu. „Wakanda w moim sercu” jest nakręcona dość prosto. Nie doświadczymy tu zapierających dech ujęć ani cieszących oko scen walk. Tego bardzo mi zabrakło.

Przez prawie trzygodzinny seans odczuwa się dziwną pustkę. Choć o T’Challi nie wspomina się zbyt często, o jego nieobecności myśli się przez cały seans. Inaczej być przecież nie może. W końcu odszedł nie tylko T’Challa, lecz również – i przede wszystkim – Chadwick Boseman. Poczucie braku i starty jest więc najsilniejszą stroną produkcji.

„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” to koniec końców dobry film. Po rozczarowaniu ostatnimi produkcjami MCU na czele z czwartym „Thorem” czy serialem „She-Hulk”, „Wakanda w moim sercu” jawi się jako światełko w tunelu. Być może MCU, którego czwarta faza mocno zawodzi, ma coś jeszcze do zaoferowania.

Ocena: 7/10

Źródło zdj. głównego: Disney / Marvel

Podobał Ci się artykuł i chciałbyś wesprzeć finansowo Box Office Raport? Możesz postawić kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TAGI:

NEWSY FILMOWE

Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu – recenzja

11/11/2022

Pierwsza część „Czarnej Pantery” była dla mnie tylko niezłym filmem. Do samej postaci przekonałem się bowiem dopiero po czasie, po obejrzeniu „Avengers: Wojna bez granic”, który to pokazał mi, że T’Challa ta jedna z najważniejszych postaci MCU. W związku ze śmiercią głównego aktora – Chadwicka Bosemana – nad drugą częścią pojawiły się czarne chmury. Stworzenie kontynuacji jednego z najpopularniejszych filmów MCU bez głównej postaci to spore wyzwanie. Czy udało się oddać hołd Chadwickowi, ale jednocześnie pokazać nowy początek dla Wakandy? Tak, choć niestety film ma również sporo problemów.

zdj. Disney / Marvel

Największe wrażenie robi początek produkcji. Wejście logo Marvel Studios i przejmująca cisza mu towarzysząca, to jedna z najlepszych sekwencji, jakie widziałem w MCU. Pierwsza połowa filmu jest naprawdę bardzo dobra – strata, jakiej doświadczyli bohaterowie, jest niemal namacalna i jestem w stanie uwierzyć w to, co widzę. Strata bowiem z pewnością nie jest udawana – cała obsada drugiej części musiała się przecież zmierzyć ze śmiercią Chadwicka, co zdecydowanie dodało emocji i wiarygodności postaciom Shuri i Ramondy. Błyszczy w szczególności Angela Bassett w roli Ramondy, która w idealnym świecie szykowałaby się na odebraniu kilku ważnych nagród.

Niestety coś siada w połowie seansu. Film zaczyna nużyć, a przedstawienie podwodnego królestwa Talocanu jest mało angażujące i po prostu słabe. Sam Namor, główny złoczyńca tej części, to kolejny czarny charakter w MCU, który jest źle napisany. W żadnym momencie nie czuć, że jest to postać, która może stwarzać zagrożenie dla Wakandy, mimo czynów, których się dopuścił. Wszystko to przekłada się na kiepską finałową bitwę, która cierpi na brak pomysłu, słabe CGI i niską stawkę.

zdj. Disney / Marvel

Słabe efekty specjalne to problem ostatnich produkcji MCU. Jest to dość zaskakujące, bo przecież doznanie wizualne to jedno z najważniejszych aspektów w każdym filmie. Choć jest zdecydowanie lepiej niż w „Thorze: Miłość i grom”, w „Czarnej Panterze 2” również są momenty, które kłują w oczy. W szczególności, gdy na ekranie pojawiają się znienacka wrogowie z Talocanu. „Wakanda w moim sercu” jest nakręcona dość prosto. Nie doświadczymy tu zapierających dech ujęć ani cieszących oko scen walk. Tego bardzo mi zabrakło.

Przez prawie trzygodzinny seans odczuwa się dziwną pustkę. Choć o T’Challi nie wspomina się zbyt często, o jego nieobecności myśli się przez cały seans. Inaczej być przecież nie może. W końcu odszedł nie tylko T’Challa, lecz również – i przede wszystkim – Chadwick Boseman. Poczucie braku i starty jest więc najsilniejszą stroną produkcji.

„Czarna Pantera: Wakanda w moim sercu” to koniec końców dobry film. Po rozczarowaniu ostatnimi produkcjami MCU na czele z czwartym „Thorem” czy serialem „She-Hulk”, „Wakanda w moim sercu” jawi się jako światełko w tunelu. Być może MCU, którego czwarta faza mocno zawodzi, ma coś jeszcze do zaoferowania.

Ocena: 7/10

Źródło zdj. głównego: Disney / Marvel

Podobał Ci się artykuł i chciałbyś wesprzeć finansowo Box Office Raport? Możesz postawić kawę!

Postaw mi kawę na buycoffee.to

TAGI:

NAJNOWSZE

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *