Gdy tylko ogłoszono, że Greta Gerwig (znakomite „Małe kobietki”, trochę słabsze, lecz równie dobre „Lady Bird”) wyreżyseruje aktorską „Barbie”, od razu wiadome było, że nie będzie to pusta historyjka pokroju „Transformers”. Gerwig w „Barbie” sprawnie lawiruje między dramatem a komediowymi aspektami, tworząc opowieść, która potrafi rozbawić, ale jednocześnie porusza ważne kwestie.
Pewnego dnia Barbie (Margot Robbie), żyjąca bez zmartwień w perfekcyjnym Barbieland, zaczyna przechodzić kryzys egzystencjalny. W poszukiwaniu rozwiązania, Barbie razem z Kenem (Ryan Gosling) trafiają do prawdziwego świata, co całkowicie ich odmieni.

Trzeba przyznać, że sama historia nie jest specjalnie skomplikowana. Trzeba też przyznać, że nie to w tym filmie jest najważniejsze. Najważniejsze jest bowiem przesłanie, które z tej historii płynie, a to wybrzmiewa niezwykle mocno. Już sekwencja otwierająca film, świetnie parodiująca „Odyseję kosmiczną”, daje podpowiedź jakiego filmu możemy się spodziewać.
W swoich dwóch pierwszych filmach – „Lady Bird” i „Małych kobietkach” – można było wyczuć surowy, niezależny styl Gerwig, „Barbie” jest więc kompletnym przeciwieństwem. Jaskraworóżowe, plastikowe Barbieland wygląda zachwycająco – scenografia dopracowana w każdym calu, kostiumy, fryzury. To wszystko sprawia, że choć mamy przecież do czynienia z plastikowym światem lalek, jest on niezwykle realny.

Margot Robbie jako Barbie to oczywiście strzał w dziesiątkę (po raz pierwszy od bardzo dawna nie widziałem w niej Harley Quinn!). Świetna rola, niby plastikowa, a jednocześnie wyjątkowo prawdziwa i pełna emocji. Film kradnie jednak Ryan Gosling w roli Kena. Każda scena z jego udziałem (zwłaszcza śpiewająca) jest genialna, a aktor puszcza wszelkie hamulce i po prostu bawi się swoją postacią.
„Barbie” to bardzo dobry film. Może nie każdy żart trafił w stu procentach, może czasami poczujecie lekkie uczucie znużenia, to jednak warto się na seans wybrać. Przesłanie płynące z filmu wybrzmiewa niezwykle mocno, bez owijania w bawełnę, nie pozostawia widzowi zbyt dużego pola do własnej interpretacji. Ale cóż, może właśnie o to chodziło. Czasami trzeba coś powiedzieć dosadnie.
Ocena: 8/10
Źródło zdj. głównego: Warner Bros.











