Po znakomitej pierwszej części oczekiwania do kontynuacji były bardzo wysokie. Nie sądziłem, że uda się pobić jedynkę, ale udało się. To, ile tu się działo, jak piękna była animacja, zwroty akcji i rozwój bohaterów, zasługuje na najwyższe oceny (dobra, prawie najwyższe).
Mija jakiś czas od wydarzeń z pierwszej części. Miles Morales jest już szanowanym przez społeczność Spider-Manem, choć łatwiejsze jest dla niego radzenie sobie ze złoczyńcami, niż ze swoim życiem bez maski superbohatera. Pewnego dnia odwiedza go dawna znajoma Gwen, a bohater wyrusza w szaloną podróż między uniwersami, poznając nowych bohaterów i tajemnice, które zmienią jego życie.

Strona techniczna, tak jak w pierwszej części, to kolejne niezwykłe osiągnięcie. Na ekranie dzieje się bardzo dużo, mimo to wszystko jest na swoim miejscu, a widz nie gubi się w tym. To niełatwa sztuka, biorąc pod uwagę szaleństwo jakie zaserwowali nam twórcy. Jeśli sądziliście, że pierwsza część była totalną jazdą bez trzymanki, dwójka wystrzeli was w kosmos.
Widać, że za film odpowiadają ludzie z pasją. To nie jest kolejny film odbębniony na kolanie, byle tylko zarobić kolejne dolary. Oczywiście – to wciąż biznes, ale z pewnością twórcom zależało na dostarczeniu godnego następcy pierwszej części. Film jest napakowany zwrotami akcji (złapałem się na wszystkie), które wciskają w fotel. „Bez drogi do domu” wygląda przy „Poprzez uniwersum” jak piaskownica dla dzieci (a warto dodać, że bardzo lubię ten film). Wszystkie zaserwowane wątki były odważne i oryginalne.
Jednocześnie w całym szaleństwie akcji znalazło się bardzo dużo miejsca na sceny wolniejsze, rozwijające bohaterów, co tylko spotęgowało odczuwane emocje w finałowym akcie, bo po prostu sprawiono, że zaangażowałem się w fabułę i historię bohaterów. Moją ulubioną sceną jest zdecydowanie rozmowa Milesa i Gwen, którzy siedzą do góry nogami, obserwując odwrócone miasto. Coś cudownego.

Minusy? Zdecydowanie ścieżka dźwiękowa i użyte w niej piosenki. Brakowało mi utworu na miarę „Sunflower” z pierwszej części. Mam też delikatny problem z udźwiękowieniem, ale nie wiem czy to problem ogólny czy tylko na moim seansie – zwłaszcza na samym początku podczas walki Gwen. Dźwięk był mocno stłumiony w porównaniu do muzyki, ale nie wyglądało to jak celowy zabieg. Jeśli był celowy, to zdecydowanie coś tu nie zagrało.
Ilość zwrotów akcji w finalne doprowadziły mnie niemal na skraj siedzenia, a napis „ciąg dalszy nastąpi” wywołał na sali okrzyk oburzenia, co tylko upewniło mnie, że nie tylko ja tak mocno zaangażowałem się w tę historie. Wiedziałem już przed seansem, że film urywa się w środku akcji i nie przeszkadza mi to. Sprawiło tylko, że kolejna część jest jednym z najbardziej oczekiwanych przeze mnie obecnie filmów. Nie spodziewałbym się tego jeszcze kilka dni temu, a jednak. Czapki z głów.
Ocena: 9/10
Źródło zdj. głównego: Sony









