Mam słabość do dinozaurów. Nawet te słabsze części „Jurassic Park” oglądałem po kilka razy. Nie sądziłem, że można taką tematykę położyć, a jednak tutaj się to udało. „65” to taki film, na którym bardzo szybko zaczniecie ziewać z nudy, a oczy zaczną Wam się kleić ze zmęczenia.
O czy opowiada „65”? Mills (w tej roli Adam Driver) rozbija się na planecie, którą okazuje się być Ziemia 65 milionów lat temu, zamieszkała przez dinozaury. Oprócz Millsa przeżywa jeszcze dziewczynka o imieniu Koa (Ariana Greenblatt), którą Mills bierze pod swoją opiekę.

W tym filmie fabuła nie musiała być jakaś wyszukana, naprawdę. Jednak kolejny motyw „relacja ojca, który stracił dziecko z nowo poznaną dziewczynką, którą bierze pod opiekę”, już mocno się przejadł. Pomijając wtórność tego motywu, jest on poprowadzony bardzo źle. O bohaterach wiemy niewiele, przez co ciężko przejmować się ich losem. Czasami chamsko pod nos dostajemy informacje typu „tak, dobrze myślisz, on widzi w niej swoją córkę i dlatego chce ją chronić” w postaci jakiejś migawki scen z przeszłości głównego bohatera. Twórcy próbują tym łatać kiepski scenariusz i przekonać widza o budującej się więzi między bohaterami, której na ekranie nie ma.
Najbardziej jednak szkoda dinozaurów, których nie ma w tym filmie zbyt dużo. A kiedy już się pojawiają, sceny wyglądają jak żywcem wyciągnięte z „Jurassic Park” (dinozaur ujawniający się przy błysku pioruna!). Oczywiście nie mogło zabraknąć asteroidy, która zbliża się do ziemi, by wykończyć dinozaury – aczkolwiek ten wątek mi się podobał.

Technicznie jest w porządku. Dinozaury wyglądają nieźle, oczywiście są identycznie jak w „Jurassic Park”, który jak wiemy trochę ponaginał fakty, ale nie uznaję tego jako minus. Zabrakło jakiejś wyraźniejszej muzyki, która może podniosłaby trochę stawkę całej fabuły. Adam Driver w głównej roli wypadł dobrze. To zdecydowanie nie jest maksimum jego możliwości i szczerze trochę się dziwię, że zagrał w filmie z tak słabym scenariuszem, który nie dał mu szansy się wykazać. Koa w wykonaniu Ariany Greenblatt też była w porządku – ot, zwyczajna rola, która nie wyróżnia się niczym specjalnym.
„65”, choć trwa zaledwie półtorej godziny, bardzo się dłuży. To naprawdę sztuka, by wynudzić widza w tak krótkim czasie. Od dawna czekałem na jakiś nowy fajny film o dinozaurach, niebędący w żaden sposób związany z „Jurassic Parkiem”. Czekam dalej.
Ocena: 3/10
Źródło zdj. głównego: Sony Pictures / UIP











