Czy „Marvels” będzie klapą w box office? Od dłuższego czasu mam wątpliwości – zapewne nie tylko ja – co do finansowego sukcesu nadchodzącej produkcji MCU. Po wynikach „Kwantomanii” i najnowszej części „Strażników Galaktyki” widać wyraźnie, że dużo zależy od jakości filmu, a „Marvels” na ten moment wydaje się być zupełnie nieciekawe.
„Ant-Man i Osa: Kwantomania” dużo zmienili jeśli chodzi o kondycję MCU. Po udanym otwarciu na amerykańskim rynku przekraczającym 100 mln $, ostatecznie film zarobił tylko 214,9 mln $, mniej od poprzedniej części. Globalnie nie udało się dobić nawet do 500 mln $, co jest najgorszym wynikiem z całej trylogii, gorszym nawet od jedynki. Przez kiepski rezultat „Kwantomanii” niektórzy wątpili w sukces trzeciej części „Strażników Galaktyki”. I wydaje się, że kiepskie przyjęcie filmu o Człowieku-Mrówce miało wpływ na weekend otwarcia finału kosmicznej trylogii. Ten wyniósł bowiem 118,4 mln $, znaczy spadek w porównaniu do otwarcia vol. 2, które wyniosło 146,5 mln $. Widać jednak wpływ dobrych opinii widzów – „Strażnicy Galaktyki: Volume 3” notują niskie spadki frekwencji, na rynku amerykańskim i globalnie już pobili wynik pierwszej części. Pytanie brzmi – czy to oznacza, że MCU wróci na odpowiednie tory, czy może „Strażnicy Galaktyki: Volume 3” to odosobniony przypadek, bo jest po prostu świetnym widowiskiem? Jeśli „Marvels” okaże się słabym filmem, czy widzowie ruszą tłumnie do kin?

Pierwsza część – „Kapitan Marvel” – zarobiła w weekend otwarcia w amerykańskich kinach fenomenalne 153,4 mln $, ostatecznie 426,8 mln $, a globalnie ponad 1,1 miliarda $. Premiera filmu odbyła się zaledwie półtora miesiąca przed premierą „Avengers: Koniec gry”, co też mogło mieć spory wpływ na ostateczny rezultat – widzowie wiedzieli, że nie będą mogli obejrzeć tego filmu w domu, musieli pójść do kina, by być na bieżąco. Twórcy zaś głośno zapowiadali, że udział bohaterki w „Końcu gry” będzie kluczowy. Od strony marketingu – strzał w dziesiątkę. Oczywiście nie można umniejszać „Kapitan Marvel”. Film odniósł olbrzymi sukces.
Wciąż mam jednak wrażenie, że „Marvels” to kontynuacja, której nikt nie potrzebuje. A takich kontynuacji mieliśmy w ostatnich latach bardzo dużo. „Alicja w Krainie Czarów” w 2010 roku zarobiła ponad miliard $, jej kontynuacja sześć lat później nie przekroczyła nawet 300 mln $. „Królewna Śnieżka i Łowca” w 2012 roku zebrała prawie 400 mln $, by jej kontynuacja (w której nie pojawiła się… Królewna Śnieżka) okazała się spektakularną klapą, zarabiając zaledwie 165 mln $, „Wojownicze Żółwie Ninja” zarobiły w 2014 roku 485 mln $, by ich kontynuacja dwa lata później zakończyła pobyt w kinach z wynikiem 245 mln $. Co bardziej ciekawe, wszystkie trzy wspomniane kontynuacje miały premierę w 2016 roku. Co jeszcze bardziej ciekawe, nie są jedynymi kontynuacji, które rozczarowały w 2016 roku – „Sąsiedzi 2” zarobili znacznie mniej od „Sąsiadów”, „X-Men: Apocalypse” znacznie mniej od „X-Men: Przeszłości, które nadejdzie”, a „Wierna” znacznie mniej od „Zbuntowanej”. Jak widać nie był to udany rok pod względem kontynuacji.

Moim zdaniem sequele „Alicji”, „Królewny Śnieżki” i „Wojowniczych Żółwi Ninja” mają ze sobą coś wspólnego – pierwsza część w każdym przypadku okazała się zdecydowanie większym hitem niż się spodziewano. Dzięki temu dostaliśmy kontynuacje, na które – jak się okazało – nikt nie czekał.
Konkurencję „Marvels” ma sporą – tydzień przed premierą startuje druga część „Diuny”, tydzień po premierze spin-off „Igrzysk śmierci”. Jak film poradzi sobie w kinach, przekonamy się już w listopadzie tego roku.
Źródło zdj. głównego: Disney / Źródło danych: thenumbers.com









