Jeśli zastanawialiście się czy pójść do kina na „Dziewczynę influencera”, stanowczo odradzam. Film jest pusty, pozbawiony fabuły i ciekawych bohaterów, kiepsko zagrany i w wielu momentach po prostu żenujący. A szkoda, bo sama tematyka jest dość ciekawa i można było zawrzeć tu ważny komentarz społeczny. Reżyser co prawda próbuje ów komentarz nakreślić w końcówce filmu, wstawiając kilka ostrzegawczych zdań, które chyba miały zmusić widzów do refleksji. Spoiler: nie udało się.
Główną bohaterką filmu jest Zosia, początkowa influencerka (w tej roli Karina Rezner), której zależy na uzbieraniu jak najwięcej obserwujących na platformach społecznościowych. Zosia przyjmuje propozycję influencerki Violi (Olga Kalicka) i razem za pieniądze sponsorów wyruszają w zagraniczną podróż, by dostarczyć content na swoje profile.

Nie ma co ukrywać – film jest dokładnie taki, jak pokazywały zwiastuny. Brak tu przede wszystkim fabuły i jakiegokolwiek pomysłu na przedstawienie tematu. Podczas całego seansu obserwujemy Zosię i Violę w kolejnych lokacjach, które są dziwnym zlepkiem scen prowadzącym donikąd. Spora część filmu to dosłownie sesje bohaterek, które robią sobie fotki w każdym możliwym miejscu. I tak, zrozumiałem po pierwszych trzydziestu minutach, że bohaterki relacjonują całe swoje życie (często całkowicie zmyślone) w mediach społecznościowych. Gdyby chociaż pomiędzy tymi sesjami scenariusz dostarczył jakąkolwiek historię. A przecież potencjach w samej tematyce jest olbrzymi.
„Dziewczyna influencera” nie broni się też obsadą. Zupełnie nie przekonuje Karina Rezner w roli Zosi, choć nie można też nie wspomnieć, że nie miała zbyt wiele do zagrania. W pewnym momencie pojawia się Rafał Królikowski w roli czarnego charakteru, który jednak nie budzi w widzu żadnego niepokoju, a sama postać ostatecznie okazuje się mało ważna. Najlepiej wypada Joanna Koroniewska w roli Pauli, czterdziestoletniej influencerki, która stara się utrzymać w biznesie zdominowanym przez młode osoby (ale z ciekawego tematu też nie wyciśnięto wiele).

Ciężko jednoznacznie określić, co reżyser chciał tym filmem osiągnąć. Czy to miał być dramat pokazujący drugą, mroczną stronę świata influencerów? Jeśli tak, to nie wyszło. Czy to miała być komedia wyśmiewająca pełen obłudy i kłamstw świat influencerów? Jeśli tak, to również nie wyszło. Choć muszę przyznać, że pary razy się zaśmiałem, ale nie jestem pewien czy taki był zamysł (napis „cenzura”, serio?).
„Dziewczyna influencera” dołącza do grona najnowszych polskich filmów, które jakością szorują po dnie i które zalały niedawno polskie kina (i platformy streamingowe) w ogromnej ilości. Ciężko mi wyobrazić sobie, że ktoś przeczytał ten scenariusz i pomyślał: „Tak, to jest przepis na sukces! Nakręćmy to!”. Całe szczęście, że kolejne i kolejne produkcje tego pokroju ponoszą porażki finansowe. Ode mnie kciuk w dół.
Ocena: 2/10
Źródło zdj. głównego: Kino Świat









